
Nie znam osobiście chyba żadnej kobiety, która nie byłaby niezadowolona ze swojego wyglądu. Większość uważa, że musi coś poprawić, zrzucić kilka kilogramów, nabrać masy mięśniowej, pozbyć się “oponki” na brzuchu. Każdy chce być jak najbliżej ideału, a to powoduje, że dajemy się nabrać na to co podsuwają nam reklamy i celebryci. Czasami zdajemy sobie sprawę z tego, że dajemy się ponieść emocjom, zobaczyliśmy reklamę i od razu biegniemy do sklepu, ale mamy tę głupią nadzieję, że może tym razem się uda…
Na rynku znajdziemy mnóstwo produktów mających pomóc nam schudnąć. Półki w aptekach, drogeriach i supermarketach uginają się pod ilością różnokolorowych pudełeczek z różnego kształtu pigułkami, pastylkami, saszetkami. Celowo nazywają się “suplementami diety”, a nie “dodatkami do diety”, bo słowo suplement kojarzy nam się z bardziej wyrafinowanym językiem, językiem ludzi uczonych, więc jeżeli naukowiec tak powiedział to tak musi być. To musi zadziałać! To na pewno mi pomoże! Przestajemy myśleć, bierzemy to co nam podają na tacy.

Kupujemy herbatki, kawy, soki odchudzające. Pijemy to świństwo krzywiąc się bardziej z każdym kolejnym łykiem, ale nie poddajemy się, bo przecież to sprawi, że będziemy szczuplejsze. O godzinie 8.00 bierzemy pierwszą tabletkę, kolejną w południe i jeszcze jedną przez zaśnięciem, taką która działa podczas snu. Po kilku tygodniach zaczyna działaś efekt placebo lub przeciwnie, zauważamy, że to nic nie daje, ale zamiast wyciągnąć z tego lekcję popełniamy ten sam błąd, kupując inny preparat, droższy, z ładniejszym pudełkiem, ze szczuplejszą panią na opakowaniu.

Widzimy reklamę, gdzie modelka je dwa ziarnka groszku i twierdzi, że jest już najedzona, w gazetach o urodzie czytamy, że jedząc płatki zbożowe dwa razy na dzień schudniemy dwa rozmiary w dwa tygodnie. W telezakupach pokazują nam magiczny pas, który uwolni nas od mordęgi codziennych ćwiczeń i sam za nas wykona całą czarną robotę i sprawi, że na brzuchu pojawi się “kaloryfer” po miesiącu. W drogerii wisi plakat promujący nowy krem na cellulit czy rozstępy, który działa po tygodniu w 90% przypadków. W sklepie sportowym są nowe buty, które sprawiają, że nasze mięśnie pracują więcej i spalają tłuszcz dwa razy szybciej. Chcemy, czy nie chcemy, dajemy się na to nabrać. Co z tego mamy? Ślepą nadzieję, puste konto, zagracony strych i coraz to gorszą samoocenę.
Wraz z postępem coraz mniej myślimy sami, pozwalamy reklamom, ludziom od marketingu, dietetykom, szarlatanom i całej reszcie myśleć za nas. Czemu? Bo tak jest wygodniej. Czemu mielibyśmy się wysilać? Połowę pracy wykonują za nas komputery, do pracy czy na uczelnię dojeżdżamy autem, zakupy robimy przez internet, ze znajomymi kontaktujemy się na facebooku. Robimy wszystko po najmniejszej linii oporu, nie widzimy potrzeby zrobienia czegoś samemu.
Pomyślmy jeszcze ze dwa razy zanim coś kupimy, zjemy, ubierzemy. Zatrzymajmy się na chwilę i zastanówmy się na tym, co powinniśmy zrobić, czego nie potrzebujemy. Wszystko zależy tylko i wyłącznie od nas samych.

Wpis dedykowany studentom (a w szczególności studentkom
) z seminarium z językoznawstwa
See also:
jakoś bym spróbowała teraz tą metodę z płatkami zbożowymi ;] ale ogólnie to się zgadzam ze wszystkim gołąbku
slim shyshki to najlepszy patent;) pozdrawiam ;* seminarium CAŁE;);*