
Co roku w Święto Bożego Narodzenia spisuję listę rzeczy, które chcę osiągnąć w nadchodzącym roku. W te święta nie mogło być inaczej. W tym roku lista znowu jest krótsza, co odbieram za sukces. Moje życie nigdy nie będzie idealne, bo to niemożliwe, więc zawsze znajdzie się coś, co chciałabym zmienić. Trzeba coś zmieniać, bo to oznaka tego, że nie stoimy w miejscu.
W tym roku trochę inaczej sformułowałam swoje rezolucje. Wreszcie znalazłam odwagę, żeby postawić konkretne cele i podzieliłam je na mniejsze zadania – drogę do osiągnięcia danego celu.
W tym roku chcę:
Obronić pracę licencjacką.
Co muszę zrobić, by osiągnąć ten cel?
- Napisać pierwszy rozdział teoretyczny – czego moja praca dotyczy, czyli tłumaczenie, napisy itp.
- Obejrzeć jeszcze kilka razy film „Psy” i przeanalizować tłumaczenie. Podzielić tekst na poszczególne kategorie.
- Całe moje badania nad tłumaczeniem filmu z polskiego na angielski ładnie ująć w tekście pracy.
- Skorygować i upewnić się, że cała praca jest spójna, tekst gramatycznie poprawny, nie ma literówek itd.
- Oddać pracę do oceny.
- Przygotować się do obrony.
- Stawić się na egzamin wyspana, spokojna, pewna siebie i odpowiedzieć bezbłędnie na zadane pytania.
Dostać się na studia magisterskie.
Co muszę zrobić, by osiągnąć ten cel?
- Obronić pracę licencjacką.
- Zdać pozostałe egzaminy na dobre oceny.
- Złożyć papiery na uniwersytecie na czas.
- Czekać na wyniki rekrutacji z pozytywnym nastawieniem.
Dostać stypendium rektorskie.
Co muszę zrobić, by osiągnąć ten cel?
- Osiągnąć średnią 4,0 na koniec roku akademickiego.
- Uczyć się systematycznie na kolokwia i egzaminy.
- Czytać wszystkie lektury.
- Robić staranne notatki na zajęciach.
- Nie opuszczać zajęć.

Przeczytać 6 książek w ciągu roku.
Co muszę zrobić, by osiągnąć ten cel?
- Każdą wolną chwilę wykorzystać na lekturę.
- Nosić książkę zawsze ze sobą, czytać w pociągu, szkole, u fryzjera.
Reszta moich postanowień wiąże się ze zmianami w moim trybie życia i pracy. Jednym z punktów jest planowanie każdego dnia, co właściwie przez ostatni rok robiłam, ale zamieściłam to na kolejnej liście, żeby zaznaczyć, że jest to ważny element mojego czasu.
Czy warto pisać listę postanowień?
Dla mnie Nowy Rok jest okazją do zmian, niekoniecznie na lepsze, chociaż to zazwyczaj jest pożądane. Zmieniam coś, by nie zaplątać się w rutynie i nie odkryć pewnego dnia, że moje życie od kilku lat jest tak samo nudne i nic się nie zmieniło. Jednak nie robię tego tylko raz do roku. Spisuję postanowienia co trzy miesiące. Pierwsze to te noworoczne, kolejne pod koniec marca postanowienia na wiosnę, następne przed lipcem postanowienia na wakacje i ostatnie w październiku postanowienia na kolejny rok akademicki. Dodatkowo na początku każdego miesiąca spisuję listę celów do osiągnięcia w ciągu następnych czterech tygodni. To sprawia, że moje życie jest poukładane, a ja mam dość czasu, żeby się nauczyć, pozamiatać i jeszcze wypić butelkę wina z najlepszą przyjaciółką.
Spisane postanowienia na końcu grudnia dają nam nadzieję, że ten nadchodzący rok będzie lepszy od poprzedniego, dają nam podstawę do tego, by naprawdę był lepszy. Bo to, czy za rok w Sylwestra powiemy, że to był dobry, czy zły rok, zależy tylko i wyłącznie od nas. Wierzę, że jeżeli naprawdę chce się coś zmienić, osiągnąć, zdobyć, to jedynymi osobami, które mogą nam w tym przeszkodzić jesteśmy my sami. Chcesz rzucić palenie? Idź teraz do apteki, kup tabletki antynikotynowe, na imprezie powiedz kumplom, że rzucasz, nie zwalaj na osoby dookoła, że ci się nie udaje „bo on mi zaproponował, więc nie mogłem odmówić”. Chcesz schudnąć? Nie czekaj, aż koleżanka będzie miała czas, by z tobą iść na siłownię. Załóż adidasy, słuchawki na uszy i wybiegnij na ulice swojego osiedla.
Prawie wszystko zależy od nas samych. Jesteśmy kowalami swojego losu!
Post ten został zgłoszony na konkurs Postanowienia Noworoczne na blogu helineth.blogspot.com

